Do Cambridge przez Oslo? Czemu nie ;) W piątek 25 marca wieczorem wyruszamy na lotnisko w Krakowie by stąd polecieć do Oslo Rygge. Na szczęście nie ma żadnych opóźnień ani odwołanych lotów tak jak w grudniu gdzie dosłownie minuty przed startem siedząc wygodnie na pokładzie Airbusa pilot ogłosił, że lot zostaje odwołany z powodu mgły...
W Norwegii po przylocie o dziwo nikt nie sprawdza nam już dokumentów, no tak... komu by się chciało to robić o 23 w piątek? ;) Ceny tutaj na lotnisku są kosmiczne np. coca-cola 0,5litra ok. 13zł, kanapka ponad 20zł... Musimy czekać do godziny 7 na kolejny lot do Londynu Stansted. Staramy się spać, jednak co jakiś czas się budzimy. Kilka minut po 4 (czyli ok. 2 godziny przed pierwszym odlotem tego dnia) budzi nas ochrona informując, że lotnisko jest już otwarte. Nie ma więc mowy żeby zaspać na samolot :) Na lotnisku pod Londynem szybka odprawa i idziemy odebrać z automatu zamówione wcześniej bilety na pociąg do Cambridge. Stacja kolejowa znajduje się 2 poziomy pod terminalem. Pociągi odjeżdżają wręcz co do sekundy więc ok. 10:00 jesteśmy już w Cambridge. Pierwsze co się rzuca po wyjściu z dworca to kilka wypożyczalni rowerów. W samym fakcie wypożyczalni nie ma nic dziwnego, jednak jednoślady są tu dosłownie wszędzie. Jest to podstawowy środek transportu dla mieszkańców, a przynajmniej takie odnoszę wrażenie. Idąc w stronę centrum cały czas mijamy kolejnych rowerzystów, to co czytaliśmy wcześniej o rowerach w tym mieście nie jest ani trochę przesadzone. Od dzisiaj, poza uniwersytetem, Cambridge kojarzy mi się również z rowerami.Tutejszy słynny Uniwersytet składa się z wielu niezależnych kolegiów toteż co jakiś czas mijamy kolejne z nich. Każdy ma podobną budowę i na dziedzińcu każdego jest równo przystrzyżony trawnik, zupełnie jak w filmach. Niestety nie można wejść na tereny wszystkich kolegiów, być może ma to związek z odbywającymi się tego dnia uroczystościami. Na ulicach widać wielu absolwentów ubranych w tradycyjne uniwersyteckie togi którzy wraz z rodzicami krążą wokół uczelni. Kolejny obrazek jak z filmów :) Następnie niedaleko targu słyszymy pozytywne afrykańskie rytmy. Podchodząc bliżej dostrzegamy grupę ok. 10 osób ubranych w białe i kremowe stroje. Część z nich gra na instrumentach, a część tańczy i śpiewa. Jak się okazało później, pochodzą z Zimbabwe. Bardzo podobał nam się ich występ, brawa dla nich, zebrali całkiem sporą publiczność, którzy odpłacili im się funtami :)
Kontynuujemy spacer dochodząc do Mostu Matematyków. Obok nas kręci się sporo osób które proponują nam 'rejs' po rzece Cam, oczywiście za opłatą. W taką pogodę grzecznie im dziękujemy i idziemy dalej ;) Powoli zbliża się wieczór i czas naszej wycieczki dobiega końca.
Po zwiedzaniu jedziemy pociągiem na lotnisko Londyn Stansted. Tutaj rozkładamy się wygodnie na krzesełkach i śpimy czekając na poranny lot do Oslo. Wbrew pozorom noce na lotniskach nie są takie straszne, a nawet całkiem przyjemne :) Oprócz nas całkiem spora grupa ludzi także śpi oczekując na swoje loty. Rano lecimy do Oslo. Tutaj nieoczekiwanie celnicy wypytują nas co robiliśmy w Anglii, co zamierzamy robić w Norwegii itd. Chyba wyglądaliśmy podejrzanie :) W planach mieliśmy odwiedzić małą miejscowość, która leży kilka kilometrów od lotniska... niestety spóźniliśmy się na autobus kilka minut, a następny miał być dopiero za 2 godziny... Wobec tego czekamy spokojnie na odlot kilka godzin i wieczorem w niedzielę witamy lotnisko w Krakowie i tak kończy się już niestety nasza weekendowa wycieczka... Relacja nie oddaje tak dobrze jak zdjęcia uroku Cambridge, które bez wątpienia jest bardzo ładnym akademickim miastem, które warto odwiedzić. Na jednodniową wycieczkę jest wprost idealne, polecam! :)
PS - Dlaczego przez Oslo? Było taniej... znacznie taniej (!) niż lot bezpośredni ;)